To, co mnie jakoś hamowało przed wcześniejszym zakończeniem tej pracy, to usztywnianie. Dla mnie to najmniej lubiana część pracy w szydełkowaniu a w tym wypadku problem był większy, ponieważ już kiedyś próbowałam "uformować" podobne nakrycie głowy i poległam... Wtedy użyłam "Ługi", nie rozcieńczonej i niestety po dość krótkim czasie kapelusz stracił wymaganą sztywność...
Tym razem do usztywnienia wzięłam "Wikol" z dolewką "Ługi". Tak namoczoną robótkę naciągnęłam na owinięty przezroczystą folią spożywczą, słomkowy kapelusz, rondo przyczepiłam szpilkami i na suszarkę, gdyż pogoda sprzyjała....
Kapelusz, mimo słonecznej pogody, suszył się ok. 3 dni. Oczywiście w trakcie leżakowania naciągałam go jeszcze co jakiś czas, żeby był jak najbardziej idealny hihihi...
Po wszystkich zabiegach rondo jest okrągłe i chyba równe...? a i na głowie ładnie leży...
Na koniec kapelusz dostał złotą wstążkę i powędrował do mojej siostry Moniki. Czy spełnił jej oczekiwania? Wizualnie tak a jak się nosił dowiemy się po jej wczasach ;)
Jeśli ktoś ma jakiś inny sposób na to usztywnianie proszę o rady, chętnie skorzystam. Dziękuję Wam za odwiedziny i zapraszam ponownie, będzie mi miło, jeśli wyrazicie swoje opinie w komentarzach. Pozdrawiam.

















